Tekst Michała Łuczewskiego "Przeklęty embrion" w najnowszym "Uważam Rze" przypomniał mi o pewnym przypadkowym wydarzeniu sprzed lat, w którym brałem udział. Otóż, dyskutowana bardzo mocno była tzw. "sprawa Agaty". Rzecz jest na tyle głośna, że nie będę wyjaśniał o co chodziło: każdy albo wie, albo szybko może się tego dowiedzieć. Natomiast, to co jest istotne dla mojej historii to fakt, że pewnego dnia zorganizowano w Lublinie dyskusję na tenże temat. Gdzieś z tyłu głowy miałem nawet myśl, żeby pójść i posłuchać, ale ostatecznie wybrałem zaciszne wnętrza mojego ulubionego (niestety już nieistniejącego) klubu. Jak się okazało, sprawa ta wróciła do mnie w najbardziej banalny sposób. Uczestnicy tejże dyskusji, redaktorzy Gazety Wyborczej - wybrali ten sam klub co ja. Tak więc popijając rosyjską herbatę, w pewnym momencie zobaczyłem jak mija mnie p. Kinga Dunin, p. red. P. Pacewicz i kilka nieznanych mi - a towarzyszącym wymienionej dwójce - osób. Pan redaktor Pacewicz zamówił espresso, pani Dunin tosty i tak zaopatrzeni rzucili się w wir podsumowania dyskusji, w której właśnie wzięli udział.

Nie wystawia mi najlepszego świadectwa fakt, że słuchałem wtedy tej rozmowy bardzo uważnie, ale choćby z tego względu, że klub był o tej porze pusty - nie bardzo było skupić się na czymś innym. W każdym razie, zapamiętałem jedno zdanie:

"Ksiądz jest w tym kraju po to, żeby mówić ci, że jesteś mordercą nienarodzonych dzieci" po czym wszyscy zebrani przy stoliku wybuchnęli śmiechem.

Ktoś powie może, że nie ma się czym ekscytować. Ktoś inny, że to śmieszne, iż oburzam się na to, że ktoś w kwestii aborcji ma inne zdanie, niż ja. Cóż odpowiedziałbym na to tylko w ten sposób. Otóż, zobaczyłem wtedy nie reprezentantów pewnej (słusznej czy nie) opcji światopoglądowej, ale ludzi mających wpływ na linię jednej z największych polskich gazet, którzy o problemie tak dramatycznym i ważnym jak dopuszczalność (bądź też liberalizacja ustawy), rozmawiają ze sobą w sposób tak prymitywny, płytki. Od tamtej pory nie jestem w stanie widzieć w tym środowisku ludzi, którzy są gotowi z szacunkiem rozważyć racje każdej strony sporu, ale raczej pierwszy szereg żołnierzy w bezwzględnej ideologicznej wojnie, w której bronią nie jest argument, ale szyderstwo.